wtorek, 19 października 2010

Ja z "Dziadów"

Lubię romantyzm. Nie, nie kolacja przy świecach, ogień w kominku, pusta plaża na Dominikanie.

Romantyzm prawdziwy, groźny, ciemny, pełen nawiedzonych jezior, krwawych legend i tajemnych obrzędów.
Ten romantyzm z "Dziadów cz. II", gdzie lud mamrocze inkantacje, a Guślarz wywołuje i odwołuje poszczególne duchy.

Ten mrok, ta tajemnica...


I mój ulubiony gość z zaświatów - zmarła pasterka, Zosia, mówiąca o sobie: Żyłam na świecie, ale nie dla świata.

Ależ mnie to ostatnio charakteryzuje ostatnio - przychodzi jesień, a ja jak ta zjawa jadę do szkoły, prokuruję jakieś działania, coś komuś tłumaczę, ale nieobecność mnie rozsadza od środka.

Pyta mnie ktoś, jak mi się pracuje z moją klasą, której jestem wychowawcą.

- Nie wiem - mówię. Absolutnie szczerze.

4 komentarze:

  1. Ja akurat nie przepadałam za romantyzmem. Może dlatego, że w szkole tłukliśmy wątek martyrologii, którego nie znosiłam i romantycznych zrywów narodowościowych wbrew rozsądkowi.
    Ale to co opisałeś- te fragmenty są ciekawe i takie.... złowrogie, te duchy, te tajemnice.. Moje klimaty
    Meriam

    OdpowiedzUsuń
  2. Romantyzm polski jest skazony niewolą i "dziady cz. III" jest nieznośna, ale fantastyczna poetycko.

    A i tak wolę "Sonety krymskie" i "Pana Tadeusza"
    pzdr

    OdpowiedzUsuń
  3. Atmosferą pasuje mi romantyzm do jesieni... Bardzo pasuje... a Mickiewiczowskie "Dziady" ewidentnie koegzystują z aurą jesienną...:]

    OdpowiedzUsuń
  4. W liceum z monologiem Zosi z dziadów dostałam się na ogólnopolski konkurs recytatorski. I to jedyny raz kiedy przeszłam na ten szczebel;)

    Też lubię romantyzm - mistycyzm i gnoza;)

    OdpowiedzUsuń

Dzięki, Twoje słowa trzymają ten blog przy życiu.