sobota, 25 września 2010

Piątek, nie trzynastego

Jadę w piątek na kontrolę do specjalisty. Szpital tez specjalistyczny i jak na polskie warunki znakomicie zorganizowany. "Obsługa" pacjentów odbywa się komputerowo, informacje krążą między piętrami i prawie same drukują się u kolejnych lekarzy, pielęgniarek, laborantów itd. Zawsze byłem zadowolony, że mogę (niestety pewnie muszę...) kontrolować się co pół roku w przyzwoitych warunkach.

Podchodzę do maszynki, która drukuje mi numer kolejkowy. Ten numer wyświetla się nad kolejnymi okienkami, gdzie kieruje się rejestrujących się do różnych lekarzy, na różne badania. Czekam do godziny 7, bo od tej godziny zaczyna się rejestracja. Mam numer 14.

Nagle w rejestracji widzę dość nerwowo zachowujące się pielęgniarki. Coś jest nie tak, bo pokazują sobie wzajemnie coś na ekranach ich szpitalnych komputerów. Parę minut po 7. Patrzę na ekran, gdzie powinien błyszczeć numer pacjenta, a tam "Numer 900 (!) do okienka nr 3."

Takiej liczby to tam chyba jeszcze nigdy nie było.

***

W szpitalu każde drzwi otwiera się przy użyciu elektronicznego klucza. Kawałka plastiku przyciskanego do odpowiedniego czytnika. Idę pod gabinet, gdzie ma mnie lekarz skierować dalej. Kolejny brak współpracy budynku - elektroniczny klucz został zatrzaśnięty WEWNĄTRZ gabinetu i prawie NIKT nie może teraz tam wejść. Pacjenci czekają, Zbliżają się dwaj panowie w roboczych kombinezonach, jeden niesie łom...ale ustępują, nie chcą zniszczyć wejścia.

W końcu z odsieczą przybywa ktoś z Administracji.

***

Kiedyś kręcono masę filmów o tym, jak to maszyny się zbuntują i rodzaj ludzki przestanie istnieć. Myślę, że spotkało mnie coś a propos...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dzięki, Twoje słowa trzymają ten blog przy życiu.