poniedziałek, 20 września 2010

Kontratak

Wczoraj teściowie i siostra Żony z mężem pojechali na grzyby. W tajemnicze miejsce, gdzie dociera się 1,5 godziny i trzeba niemal z maczetą przedzierać się przez chaszcze. Opłacało się - jak policzyli, nazbierali 12 (!!!) wiader grzybów. Pełny bagażnik dużego samochodu typu kombi.


My nie jechaliśmy - raz że Żona wchodzi w ostatni trymestr ciąży, dwa że Synek nam się rozłożył. Klasyczna "trzydniówka" - w sobotę gorączka od 37 do powyżej 39. Noc koszmarna, cała niedziela noszenia go (moje plecy biedne...). Na szczęście jakoś z tego wychodzi. lekarka, która go miłosiernie w sobotę przyjęła podejrzewała zęby - tym bardziej, że żadnego kataru, kaszlu ani zawalonego gardła nie miał.



Walka z kilogramami grzybów trwała do północy. Wygrzebano z pamięci każdą możliwą możliwość ich przetworzenia. W śmietanie, do octu, do worków i do lodówki. Oczywiście wcześniej trzeba było te hałdy oczyścić z piasku, igieł drzew i nadpsutych fragmentów.

 Około 23 Żona wchodzi do kuchni. Patrzy na pobojowisko grzybowe, w jakim znaleźli się jej rodzice. Cała kuchnia jak zakład przetwórstwa wyglądała. Teściowa właśnie pakowała do worków foliowych grzyby, by je zamrozić. Żona kątem oka spojrzała na pojemnik z grzybami i coś jej zaczęło się nie zgadzać. Uważniejsze spojrzenie - jeden grzyb się rusza!

Co się okazało - to był ślimak. Rodzaj obleśnego stwora bez skorupy. Chciał się dostać między grzyby i co dalej? Zamrozić, byśmy go zjedli za kilka miesięcy?!

Pewnie zemsta za to, że w sierpniu rozdeptałem bosą stopą identycznego.

Co za wyrafinowana zemsta!

4 komentarze:

  1. A propos ślimaków - nic w Naturze nie ginie, była Twoja akcja, jest ich reakcja. :-)

    A z tymi grzybami to uważajcie. Jest teraz wysyp, ale już kilka zatruć było, mimo że się zbierający podobno znali na rzeczy.

    pzdr.

    Romo

    OdpowiedzUsuń
  2. Bosa stopa??!! Bleeeeeeeeeee one sa oblesne.. az mi gula w gardle rosnie na sama mysl:))

    OdpowiedzUsuń
  3. Te ślimaki wybitnie mnie lubią - parę razy złapałem takiego szukając róznych rzeczy na trawie - odruch wymiotny, wybaczcie...

    OdpowiedzUsuń
  4. ;DDD
    Antek, nie żal Ci - byłaby dieta wzbogacona o ślimaka po francusku?
    :)))))))))))))))))))))))))))))))))

    OdpowiedzUsuń

Dzięki, Twoje słowa trzymają ten blog przy życiu.