wtorek, 31 sierpnia 2010

Dwugłos

Mówię kolegom z pracy o córce. Oczywiście o dziecku wiedzieli, ale płeć dla nas wszystkich była tajemnicą.

Jeden mówi:
- Super! To co, jak się urodzi, to zabieracie się za następne? Ja chyba trochę żałuję, że mam tylko trójkę.

Drugi mówi:
- Super! No to dwójkę odchowacie i zamykacie sklepik?

- No chyba żeby była niespodziewana dostawa towaru - mówię drugiemu.

poniedziałek, 30 sierpnia 2010

Dobre córy, źli synowie...

Gdy jeszcze parę dni temu nie było wiadomo, czy nasz Synek będzie miał brata czy siostrę, parę razy moja Żona musiała wysłuchać "mądrości ludu" dotyczących płci dziecka. Nie chodziło oczywiście o to, jak się ułożyć, żeby spłodzić wymarzoną pociechę.

Teoria brzmiała mniej więcej tak:

Lepiej mieć przynajmniej jedną córkę, bo wtedy jako dorosła kobieta nie opuści matki. Nawet jak wyjedzie, to zawsze będzie wracać, żeby pomoc, pogadać, wyżalić się, w ogóle pogadać. Córka zawsze jest bliżej rodzinnego domu. Posiedzi z mamą w kuchni i tak w koło Macieju o samych zaletach  "mania" córki. A syn? Boże uchowaj! Ledwie trochę od ziemi odrośnie, a już go nigdy w domu nie ma. Po szkole, po studiach, po pracy - byle jak najdalej od domu i rodziców. A matka? Cierpi jak ma samych synów, bo wiadomo, oni nigdy się nie wyżalą, nie przytulą, zostawią na starość i cześć! 
A matka cierpi.

Wszystkie te zebrane przeze mnie myśli wygłaszały panie hmmm mocno nadgryzione przez czas. Ja je tylko zreferowałem i tak sobie pomyślałem:

- To pewnie prawda, że matce raczej smutno, że jej dzieci opuszczają dom i już szczególnie ją boli, gdy dzieci nie dzwonią i nie przyjeżdżają raz na jakiś czas.  Ale ojcowie? Ciekawe, jak ojcowie to odbierają? czy to, że kiedyś sami wyfrunęli, impregnuje ich na odloty własnych dorosłych dzieci?

Żona mi na to mówi, że to ciekawe pytanie, ale nie jest w stanie na nie odpowiedzieć. Ja w sumie też.

***

A co do Mamy... Martwię się, bo robiła ostatnio badania krwi i ma strasznie wysoki poziom OB.  Jakiś stan zapalny w organizmie. Zobaczymy...

niedziela, 29 sierpnia 2010

Ten smutny czas...

Wybraliśmy się dziś do kościoła. Pogoda nie nastraja optymistycznie. Po niebie przewalają się bure ołowiane chmury, choć słonko zerknie tu i ówdzie. Ludzi na mszy sporo, bo to samo południe. Ostatnia niedziela wakacji.

Msza normalna, żadna specjalna, żadna pamiątka czegokolwiek, zwykła.

Po kazaniu, w momencie, gdy dwaj księża ruszyli z tacami, organista zaintonował pieśń, której refren brzmi:

Słuchaj Jezu, jak Cię błaga lud, * Słuchaj, słuchaj, uczyń z nami cud! * Przemień, o Jezu, smutny ten czas, * O Jezu pociesz nas!

Jakoś na to nie zwróciłem uwagi, gdy nagle dotarło do mnie, że... chwila, jaki "smutny czas"? O co "błaga lud"?
Dlaczego Jezus ma nas "pocieszać"? Coś się stało? Jakaś tragedia? Koniec lata? Początek roku szkolnego?

Pomyślałem sobie, że  równie dobrze można śpiewać kolędy w czasie Wielkiego Postu albo Gorzkie Żale w środku adwentu...

Gdy słyszę gdzieś, że chrześcijaństwo jest smutne, to się uśmiecham pod wąsem i tłumaczę, że nie. A dziś byłem świadkiem tego, co byłoby argumentem dla wszelkiej maści malkontentów.


 

piątek, 27 sierpnia 2010

Córeczka!

Jak napisał pewien współczesny poeta: "Śniła się córeczka, ucieczka." i choć to nie jest wierny cytat, to będziemy mieli Córkę. Dziś byliśmy u lekarza i po dokładym pedantycznym badaniu USG okazało się, że Córa rozwija się dobrze, jest cała i zdrowa.

Więcej szczegółów potem, a tymczasem tylko tyle, że moja Żona kochana od kilku dni drżała, żeby nie było żadnej wady serca lub innego świństwa. Ja raczej spokojny, ale ...wiecie...

Istniało spore ryzyko, że się spóźnimy na wizytę, bo jeden z autobusów, który miał nas zabrać, wypadł z trasy, więc pędziliśmy przez miasto. Żona z brzuchem nie miała łatwo, wiało i  deszcz wisiał w powietrzu. Stoimy na jednym z przejść, pali się czerwone światło, już mamy złamać przepisy ruchu drogowego, gdy zza naszych pleców odezwał się głos:
- Przepraszam, moglibyście mi pomóc?

Pytał facet na wózku inwalidzkim. Wózku pamiętającym pewnie jeszcze czasy stanu wojennego. Facet był w podobnej kondycji.
- Ostatnio, jak zjeżdżałem z tego krawężnika, to z wózka wypadłem - mówi.

No to jak cap! za uchwyty i doczekawszy się zielonego światła, pędem przez ulicę. Facet tym razem nie wypadł, dodam.

Po drodze cichutko sobie myślałem, że w baśniach dobry bohater (taki głupi Jasiu) zawsze pomaga biednym i dysfunkcyjnym społecznie i na końcu czeka go za to nagroda, więc może dziecko będzie zdrowe. Ale tylko tak cichutko myślałem...

Po wszystkim zjedliśmy po Snickersie i śmialiśmy się z pewnej prawidłowości:

przy pierwszej ciąży Żona nie chciała mieć chłopca, więc urodził się Synek, teraz chcieliśmy raczej chłopca, więc będzie Córa. Tak nas "pokarało."

I kwestia imienia. Moja pierwsza trójka to Łucja, Kalina i Celestyna (ostatnie ostatnio jakoś mnie fascynuje fonetycznie...)

pzdr

czwartek, 26 sierpnia 2010

Do zobaczenia, książko...

Koleżanka mojej żony szukała w czasie wakacji mieszkania. Chciała kupić, więc porządnie przyłożyła się do tego i razem z mężem odwiedzali wytypowanych 10 lokali.

Wynik? Dwa wyniki.

Żadne z nich nie przypadło im do gustu.

W żadnym z nich nie było ANI JEDNEJ KSIĄŻKI na tzw. widoku. Ani jednej. Żadnego atlasu samochodowego, żadnego albumu, żadnego poradnika...

Wstyd? A może po prostu ...nie, to niemożliwe, żeby w domu nie było żadnych książek...

***

Podsłuchane w kolejce:

- Mówię pani, chleb za chwilę będzie po 3 złote - żali się klientka.
- A piwo po 2 złote - odpowiada kasjerka.

***

Rząd nie zrobił NIC, by w Polsce książki wciąż kupowano z zerowym VAT-em.

Rząd planuje liberalizację ustawy antynarkotykowej, która ma dopuszczać możliwość posiadania "miękkich" narkotyków na własny użytek.